W sobotę wieczorem odszedł do Pana

Krzysiek Homa

nasz brat ze wspólnoty Domowego Kościoła do niedawna w kręgu u Paulinów, od września  w kręgu w Lubiczu, mąż Liliany, ojciec trójki małych dzieci. 

 Pogrzeb w środę 16.12.2020 o godzinie 9:00 w Lubiczu Górnym.
 

 
Z głębokim żalem zawiadamiamy, że w ostatnią sobotę o godzinie 22.35 po chorobie przebytej chorobie Covid 19 odszedł do Pana nasz Brat Krzysztof Homa zostawiając ukochaną żonę i 3 dzieci. Głęboko wierzymy, że jest już w niebie, gdyż Jego życie było przepełnione Bogiem. Wierzymy także, że spotkał tam swoje czwarte dziecko, które zmarło kilka lat wcześniej.
 
Krzysztof był pięknym wzorem do naśladowania, czerpał pełnymi garściami z łaski Bożej poprzez uczestnictwo w kilku wspólnotach takich jak Domowy Kościół, Małe Uwielbienie oraz Szkoła Życia Chrześcijańskiego i Ewangelizacji Maryi z Nazaretu Matki Kościoła. Codzienna medytacja, spotkanie ze słowem Bożym i modlitwa sprawiały, że był człowiekiem życzliwym, hojnym, pełnym uśmiechu i wyczucia sytuacji, a Jego trafność w podejmowaniu decyzji była zdumiewająca, zupełnie jakby miał bezpośredni „kontakt telefoniczny z niebem”. Jesteśmy przekonani patrząc na Jego życie z punktu widzenia przyjaciół, że szczególnie ostatni czas jaki dostał od Boga był wielkim darem dla Niego i Jego rodziny, gdyż po prawie miesiącu walki o życie wrócił na kilka dni do domu, żeby jak to powiedziała Jego żona „nacieszyć się jeszcze ostatnimi chwilami rodzinnego życia”, omówić ważne sprawy, pożegnać się najlepiej jak tylko można. Przed śmiercią dostąpił sakramentu namaszczenia chorych, pojednał się z Bogiem – był naprawdę gotowy na spotkanie z Panem. Widzieliśmy to w Jego oczach. Zresztą lekarze również mówili, że był wyjątkowo spokojny i „dziwnie” promieniał radością.
 
Chwała Tobie Panie za takiego przyjaciela. Poniżej krótki list od żony Krzyśka.
 
Ania i Łukasz
 

Kochani,
 
ostatnie 6 tygodni było dla nas trudne. Tyle trwała cała choroba. Mimo to ten czas był również czasem wielkiej łaski Pana dla nas jako małżeństwa i rodziny. Cały rok spędziliśmy bardzo rodzinnie, mieliśmy dla siebie najwięcej czasu i uwagi od początku małżeństwa. Zwłaszcza ten czas odosobnienia, kiedy Krzysiu był w szpitalu. Byliśmy daleko od siebie, ale jakby blisko, zjednoczeni w modlitwie, wierze i ufności w plan Boży. Pan Bóg przygotował mnie na ten trudny czas. Odpychałam tę wiedzę wierząc w Jego cudowną moc uzdrowienia. Krzysiu wiedział, że umiera. Mimo to jednocześnie przyjmując wolę Bożą chciał bardzo wrócić do domu. Bardzo. I wrócił! Pan Bóg dał nam tydzień razem. Jeszcze ten ostatni. Chyba zdawaliśmy sobie trochę sprawę obydwoje. Nie bez nadziei na CUD oczywiście. Ten tydzień spożytkowaliśmy dobrze. Dużo rozmawialiśmy, powiedzieliśmy sobie wiele ważnych rzeczy. Spędziliśmy go praktycznie nierozłącznie. Wiem, że był gotów. On sam mi to powiedział. Powiedział też, że nawiązał ogromną relację z Panem Jezusem i to On pomógł mu przetrwać najtrudniejszy czas. Krzysiu wrócił do domu zmieniony, jakby rozświetlony i niejako uświęcony. Czuł bliskość Pana jak nigdy. Przez te kilka dni myślał o tym, co dobrego jeszcze można zrobić i zrobił to. Widziałam jaka radość mu to daje. I ulgę, że tchnienia Ducha Świętego zrealizował. Prosił, aby przekazać, że trzeba być zawsze gotowym odejść. Żeby nie odkładać spowiedzi. Nigdy. Ostatnią rzeczą jaką mi napisał ze szpitala było, że jest spokojny. Mam pewność, że był.
 
Jestem wdzięczna Bogu za zapełnienie pustki, która zazwyczaj się pojawia po śmierci ukochanej osoby. Jestem Mu wdzięczna za czas, który nam dał. Za to, że pozwolił mi powiedzieć i pokazać, jak bardzo go kocham. Za przemianę, którą przeszliśmy, za to, że to właśnie Krzysia postawił na mojej drodze i z nim związał sakramentem. 
 
Wam wszystkim natomiast dziękuję za to, że jesteście i jakim wsparciem dla nas byliście i mam nadzieje będziecie. Za mądrość, którą się dzielicie. Za moc modlitwy.
 
Lilianna Homa